Od lat zajmuję się rowerami, transportem i mobilnością. Najczęściej w dość zwyczajnym wydaniu: dojazd do pracy, szkoły, zakupy, infrastruktura rowerowa, edukacja dzieci czy łączenie roweru z transportem publicznym.
Ale rower ma też drugą stronę, o której mówi się zdecydowanie rzadziej. W sytuacji kryzysowej może być po prostu bardzo praktycznym narzędziem.
Nie potrzebuje paliwa. Nie stoi w korku. Można nim przejechać tam, gdzie samochód już nie przejedzie, a jeśli trzeba, można go przeprowadzić albo przenieść. Do tego można zabrać sakwy, przyczepę czy wykorzystać rower cargo i przewieźć znacznie więcej niż pieszo.
I właśnie od tego zaczęła się moja myśl o Rowerowej Ochotniczej Straży Humanitarnej – ROSH.
ROSH w Świdniku już działa. Zgłosiło się do niej 18 osób, z czego 12 jest związanych ze świdnicką oświatą. Za nami również pierwsze szkolenie.
Nie tworzymy kolejnej służby. Nie będziemy zastępować straży pożarnej, ratowników, policji czy innych służb. Chodzi raczej o to, żeby mieć w Świdniku grupę ludzi, którzy wcześniej się poznają, poćwiczą i będą wiedzieli, co mogą zrobić, kiedy wydarzy się coś trudnego.
Bo w kryzysie problemem może być nie brak chęci do pomocy, ale brak wiedzy: komu, gdzie i jak pomóc.
Po co nam do tego rower?
Rower nie rozwiąże wszystkich problemów. Są jednak sytuacje, w których może być naprawdę przydatny.
Podczas powodzi rower może pomóc dotrzeć do miejsc, do których samochód już nie dojedzie. W czasie blackoutu nie wymaga paliwa ani zasilania. Gdy drogi są zablokowane, pozwala ominąć przeszkodę lokalną drogą, odcinkiem gruntowym albo innym przejezdnym ciągiem.
Może też służyć do bardzo prostych zadań: dowiezienia wody, żywności, leków, apteczki, powerbanku, radia czy informacji.
Przy awarii łączności rowerzysta może po prostu przewieźć informację z jednego miejsca do drugiego. Brzmi staromodnie, ale jeśli telefon i internet nie działają, nagle przestaje być takie dziwne.
Rower może przydać się również do szybkiego sprawdzenia sytuacji w terenie, dotarcia do osoby starszej lub samotnej, dostarczenia podstawowego wyposażenia albo utrzymywania kontaktu między punktami, w których prowadzone są działania.
Rower cargo albo rower z przyczepą daje jeszcze większe możliwości. Można zabrać więcej wyposażenia, większą ilość wody, żywności czy innego sprzętu.
Nie oznacza to oczywiście, że rower zastąpi samochód, karetkę czy wóz strażacki.
Nie o to chodzi.
Ma być jednym z narzędzi, które może się przydać tam, gdzie większy pojazd nie wjedzie albo gdzie jego użycie nie ma większego sensu.
O tym, dlaczego rower w małym mieście może pełnić znacznie więcej funkcji niż tylko rekreacyjną, pisałem też w tekście „Dlaczego przyszłość ruchu rowerowego należy do małych miast?”.
Możemy siedzieć z założonymi rękami albo trochę się przygotować
Możemy siedzieć z założonymi rękami i krytykować, że państwo, samorząd, służby albo ktoś inny nie są wystarczająco przygotowani.
Pewnie zawsze będzie coś, co można zrobić lepiej.
Ale możemy też sami trochę się przygotować.
Nie po to, żeby bawić się w ratowników. Po to, żeby w razie problemu być w stanie pomóc swojej rodzinie, dzieciom, sąsiadom, współpracownikom czy osobom, które mieszkają obok.
Możemy wiedzieć, jak zachować się podczas dłuższej awarii prądu, jak przygotować się do ewakuacji, co powinno znaleźć się w podstawowym wyposażeniu, jak udzielić pierwszej pomocy czy jak komunikować się, gdy przestaje działać to, z czego korzystamy na co dzień.
Możemy też wcześniej poznać ludzi, z którymi w takiej sytuacji będziemy działać.
I właśnie dlatego cieszy mnie skład naszej grupy. Spośród 18 osób, które zgłosiły się do ROSH, 12 jest związanych ze świdnicką oświatą.
Świdnicka oświata od kilku lat jest mocno zaangażowana także w działania związane z mobilnością i edukacją rowerową, o czym pisałem przy okazji podsumowania Rowerowej Wiosny 2025 i 2026 oraz Rowerowe Przedszkole.
To osoby, które na co dzień pracują z dziećmi i młodzieżą. Wiedza zdobywana podczas szkoleń może więc przydać się nie tylko w ROSH, ale również w ich codziennej pracy.
ROSH nie ma być listą osób, które zapiszą się do projektu, zrobią kilka szkoleń i rozejdą się do domu.
Chodzi o zespół.
Pierwsze szkolenie już za nami

Pierwszym szkoleniem, w którym uczestniczyła grupa ROSH, były Powszechne Warsztaty Ochrony Ludności prowadzone przez Polski Czerwony Krzyż.
To warsztaty przygotowujące mieszkańców do reagowania w różnych sytuacjach kryzysowych. Ich zakres jest znacznie szerszy niż sama pierwsza pomoc. Obejmuje m.in. rolę obywateli w systemie ochrony ludności, przygotowanie rodziny, domu, szkoły i miejsca pracy, tworzenie zapasów, alarmowanie, ewakuację, zachowanie podczas powodzi i blackoutu, zagrożenia współczesne, dezinformację, cyberbezpieczeństwo oraz elementy pierwszej pomocy.
To bardzo dobrze pasowało do tego, od czego chcemy zacząć w ROSH. Zanim będziemy zastanawiać się nad wykorzystaniem konkretnego sprzętu czy rowerów, trzeba wiedzieć, jak samemu przygotować się do sytuacji kryzysowej i jak bezpiecznie w niej działać.
Była to też okazja, żeby grupa spędziła ze sobą kilka godzin i zaczęła się poznawać.
Przed nami kolejne elementy przygotowania: łączność, logistyka, działanie w terenie, wykorzystanie rowerów do przewozu wyposażenia oraz sprawdzanie różnych scenariuszy działania.
Będziemy też testować sprzęt.
Nie zakładam, że wszystkie rozwiązania, które dziś wydają nam się dobre, rzeczywiście sprawdzą się w praktyce. Właśnie po to są szkolenia i ćwiczenia – żeby sprawdzić to wcześniej.
Z rowerami radzimy sobie dobrze. Dużo większym wyzwaniem jest zbudowanie grupy ludzi, która będzie potrafiła razem działać.
I właśnie dlatego bardzo ważne stały się dla mnie doświadczenia Fundacji Folkowisko i Ochotniczej Straży Humanitarnej.
O doświadczenia OSH zapytałem Dariusza Bobaka, prezesa Fundacji Folkowisko.
Dariusz Bobak jest animatorem społecznym i liderem organizacji pozarządowych działających w obszarze kultury, edukacji i budowania odporności społecznej. Od wielu lat aktywnie angażuje się w rozwój społeczeństwa obywatelskiego oraz współpracę międzysektorową. Z Fundacją Folkowisko związany jest od początku jej istnienia.
„Najważniejszy jest zespół, który się zna i sobie ufa”. Rozmowa z Dariuszem Bobakiem
Skąd wziął się pomysł Ochotniczej Straży Humanitarnej?
— Pomysł na Ochotniczą Straż Humanitarną krążył za nami od dość dawna. Wszystko zaczęło się od wielkiego zrywu pomocowego związanego z pomocą Ukrainie. Praktycznie cała Polska ruszyła wtedy pomagać i pojawiło się mnóstwo wolontariuszy, którzy chcieli się zaangażować.
Później ten zryw stopniowo słabł. Kiedy jesienią 2024 roku rozpoczęła się powódź na ziemi kłodzkiej, również ruszyliśmy z pomocą, ale już wtedy mieliśmy problem ze zebraniem sprawnej i dobrze działającej, dużej grupy wolontariuszy. Wtedy zaczęliśmy myśleć, że warto stworzyć stałą bazę osób wcześniej przygotowanych do działań humanitarnych.
Mieliśmy już doświadczenie w budowaniu grup wolontariackich. Festiwal Folkowisko od lat opiera się na dobrze przygotowanym i bardzo zaangażowanym wolontariacie. Postanowiliśmy więc wykorzystać te doświadczenia do budowy sieci wolontariuszy przygotowanych już konkretnie do działań humanitarnych.
Wybraliśmy około 20 osób z województw podkarpackiego i lubelskiego i rozpoczęliśmy z nimi cykl warsztatów. Uczestnicy zdobywali umiejętności praktyczne, ale bardzo dużą wagę przykładaliśmy również do budowania zespołu.
Nasza idea opiera się na formule train the trainers. Szkolimy lokalnych liderów, którzy później w swoich miejscowościach budują własne zespoły i przekazują zdobyte kompetencje dalej.
Jakie umiejętności okazują się najważniejsze?
— To zależy od rodzaju kryzysu. Czasem kluczowa będzie pierwsza pomoc albo umiejętność działania w trudnym terenie. W innych sytuacjach bardzo ważne mogą być kompetencje miękkie, na przykład umiejętność radzenia sobie z dezinformacją.
Ale podstawą jest dla mnie umiejętność budowania zespołu i pracy w grupie.
Potrzebujemy ludzi, którzy się znają, ufają sobie i wiedzą, czego mogą oczekiwać od pozostałych członków zespołu. Taki zespół wie, na co go stać i jakie kompetencje posiada każda osoba.
W naszej grupie są ludzie z bardzo różnym doświadczeniem. Są strażacy z OSP, osoby pracujące z młodzieżą, ludzie związani ze środowiskiem survivalowym, ale również społecznicy, osoby pracujące z ludźmi z niepełnosprawnościami czy zajmujące się organizacją pracy młodzieży.
Ta różnorodność jest wartością.

Czy rower rzeczywiście może przydać się w działaniach humanitarnych?
— Rower jest bardzo uniwersalnym środkiem transportu. Jest stosunkowo tani i dostępny, a jednocześnie bardzo dobrze sprawdza się w trudniejszym terenie.
Rowerem można dotrzeć w miejsca, do których nie da się wjechać samochodem czy większym pojazdem. Wolontariusz na rowerze ma w wielu przypadkach dostępność zbliżoną do pieszego, ale może poruszać się znacznie szybciej i zabrać ze sobą więcej sprzętu.
Dzięki temu rowerzysta może szybciej dotrzeć tam, gdzie pieszo zajęłoby to znacznie więcej czasu, przewieźć wyposażenie, a jednocześnie dostać się w miejsca niedostępne dla innych środków transportu.
I właśnie jako uzupełnienie pozostałych form transportu rower ma duży potencjał.
Dlaczego Fundacja Folkowisko zdecydowała się wesprzeć ROSH w Świdniku?
— My sami nie wpadliśmy na pomysł połączenia roweru z Ochotniczą Strażą Humanitarną. Nie jesteśmy środowiskiem rowerowym.
Kiedy przedstawiłeś nam tę koncepcję, zobaczyliśmy jednak, że rower może być bardzo dobrym uzupełnieniem naszego modelu. Dlatego uznaliśmy, że warto wesprzeć budowę takiej drużyny w Świdniku.
Ochotniczą Straż Humanitarną traktujemy jako model otwarty. Nie jest to system licencjonowany. Zapraszamy do niej wszystkich, którzy zdecydują się podążać za podstawowymi wartościami humanitarnymi, wspólnymi zasadami oraz potrafią zaangażować energię innych osób.
Świdnicka drużyna rowerowa może bardzo ciekawie wzbogacić ten model o zupełnie nowy rodzaj mobilności. Jeśli rozwiązanie się sprawdzi, może też stać się przykładem dla podobnych grup w innych częściach Polski.
Po czym poznamy, że ROSH naprawdę działa?
— Pierwszym wskaźnikiem będą regularne wspólne działania.
Dlatego początkowe treningi są tak ważne. Ich zadaniem nie jest tylko przekazanie umiejętności. Mają przede wszystkim stworzyć zespół ludzi, którzy się znają i sobie ufają.
Drugim wskaźnikiem będzie to, czy po zakończeniu pierwszego cyklu szkoleń grupa nadal będzie uczestniczyła w działaniach i kolejnych treningach.
Jeżeli będzie się regularnie spotykać, ćwiczyć i podejmować wspólne działania, będziemy mogli powiedzieć, że rzeczywiście istnieje, a nie była tylko jednorazowym projektem.
Ostatecznym sprawdzianem będzie oczywiście prawdziwy kryzys, którego wszyscy chcielibyśmy uniknąć. Jeśli jednak się wydarzy, dopiero wtedy zobaczymy, na ile nasze przygotowanie było skuteczne.
I trzeba podkreślić jeszcze jedną rzecz: naszym celem nie jest zastępowanie służb. Chcemy je uzupełniać. Organizacje obywatelskie i wolontariusze mogą działać tam, gdzie potrzebne jest dodatkowe wsparcie albo gdzie można zareagować szybciej i bardziej elastycznie.
Właśnie w tej przestrzeni widzimy miejsce dla Ochotniczej Straży Humanitarnej, a teraz również dla Rowerowej Ochotniczej Straży Humanitarnej w Świdniku.
Co dalej?
Mamy grupę, pierwsze szkolenie za nami. Teraz przed nami kolejne szkolenia, ćwiczenia i sprawdzanie tego, co w praktyce może się przydać.
Będziemy testować sprzęt, łączność, możliwości rowerów, logistykę i przede wszystkim to, jak działamy jako grupa.
Część rzeczy pewnie po pierwszych próbach będziemy musieli zmienić.
I właśnie po to są ćwiczenia.
Lepiej dowiedzieć się o tym wcześniej niż wtedy, kiedy naprawdę będzie trzeba z tego skorzystać.
Wspieraj moje działania i postaw mi wirtualną ☕ kawę
Chcesz, dowiedzieć się więcej? Skontaktuj się ze mną!
Projekt pn. „Rowerowa Ochotnicza Straż Humanitarna – przygotowanie organizacji do realizacji zadań ochrony ludności” realizowany jest w ramach projektu „Bezpieczna Polska Lokalnie”.
Projekt „Bezpieczna Polska Lokalnie” został dofinansowany przez Partnera Strategicznego – Fundację PKO Banku Polskiego i stanowi ścieżkę partnerską, realizowaną w ramach programu „Działaj Lokalnie”. „Działaj Lokalnie” jest programem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, realizowanym przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce we współpracy z siecią Ośrodków Działaj Lokalnie, w tym z Stowarzyszeniem „Czajnia”.


